StartW Radiu Gra Wiadomości dnia

Lotnisko nie może być miejscem przyjaznym dla zwierząt…

Port lotniczy zatrudnia więc ludzi, którzy pilnują, by NIE było to dla latającej fauny przyjazne miejsce. Jednym z nich jest sokolnik, Henryk Tokarek:

Pan Henryk ma całe grono podwładnych. A w zasadzie – podopiecznych, bez których jego praca nie byłaby możliwa:

Oprócz ptaków pomaga mu pies. Dla ptaków jest groźny. Za to z ludźmi wita się niezwykle radośnie:

Zagrożenie przychodzi nie tylko z powietrza. Odstraszać trzeba też chodzące, biegające i pełzające zwierzęta próbujące przedostać się na płytę portu przez płot od strony lasu. Tu też są sprawdzone metody – naturalne, jak rozwieszanie sierści drapieżników czy bardziej techniczne – jak elektryczne pastuchy.

Jednym ze sposobów na to, by zwierzęta mniej chętnie odwiedzały wrocławskie lotnisko jest strzyżenie trawy na precyzyjnie ustaloną wysokość, która nie może być ani zbyt duża, ani zbyt mała – tłumaczy Anna Solarska, koordynująca pracę zespołu chroniącego środowisko wrocławskiego lotniska:

Służą do tego specjalne kosiarki. W niczym nie przypominają one sprzętu, z którego korzystamy w naszych przydomowych ogródkach. Są ogromne i robią wrażenie:

Ludziom pomagają oczywiście wszechobecne na lotnisku komputery. Korzystają z nich oczywiście także pracownicy odpowiedzialni za odstraszanie zwierząt:

Pracy osób odpowiedzialnych za przepędzanie nieproszonych gości z terenu wrocławskiego lotniska przyglądał się Damian Zdancewicz.

Zostaw komentarz