Miał zaledwie 1600 gramów, wypijał na raz kilkanaście mililitrów mleka, był właściwie całkiem łysy i pomarszczony. Tak wyglądał odrzucony przez matkę mrównik Bubu, kiedy trafił pod opiekę Pana Andrzeja Miozgi, kierownika sekcji małych ssaków ZOO Wrocław.

Dziś to już dorosły, prawie 30 kilogramowy osobnik, który niedawno wrócił na wybieg. Z mikrofonem Radia Gra odwiedzamy ogród i rozmawiamy z Panem Andrzejem, który w wychowanie mrównika włożył mnóstwo pracy i całe swoje serce.
Na początku stres – czy zaakceptuje smoczek? No tu na szczęście się udało, że po kilkunastu próbach, udało się, że ten smoczek wziął i jak już zaczął dwa, trzy łyki pić, no to już było trochę szczęścia, no bo jednak coś tam leci. Był karmiony mlekiem dla szczeniąt no i w sumie zaakceptował to mleko, jego organizm również, nie było żadnych komplikacji odnośnie przewodu pokarmowego, no bo też różnie mogło być, także szczęśliwie się zaczęło. No, a potem opieka no to on na początku pije małe ilości, więc karmiony był, w zależności, ile wypił – co godzinę, co dwie, co trzy.
Za Panem Andrzejem wiele nieprzespanych nocy.
– W pierwszym okresie przynajmniej miesiąca, no to właściwie tych nocy nie było – gdzieś się tam człowiek przekimał, ale zaraz potem wstawał i znowu patrzył czy wszystko w porządku, także wyłączone z życiorysu, ale za to później jest satysfakcja nie do opisania.
– To gdzie pan tutaj spał? Z mrównikiem na wybiegu?
– Nie, on był tam przeniesiony, na taką kwarantannę, na takie zaplecze, no bo taki mały, poza tym tak jak tutaj by został z matką, byłby wychłodzony, a on potrzebuje dużą temperaturę. Około 38 °, wilgotność powyżej 90%, więc musieliśmy mu zapewnić na zapleczu takie warunki, jak naturalnym środowisku.

Najbardziej stresujący czas już jednak za opiekunem – udało się na nowo połączyć Bubu z mamą.
No to był dzień taki, który już przeżywałem od wczoraj, no bo to zawsze nie wiadomo, jak będzie – teoretycznie równiki nie są agresywne, nic tam sobie nie robią, ale zawsze jakiś wyjątek może być. No więc udało się, relacje były w zasadzie obojętne. Przyszedł do matki, powąchały się, matka do niego, on tam nawet i łapami na jej plecy się oparł, ona się położyła. Także wszystko było w porządku, no i potem do tej swojej nory najpierw zeszła matka, a potem zaraz zszedł za nią on. No i w tej komorze, tam na dole też tam były razem, relacje były pozytywne.
Jak wychowanie przez człowieka wpłynęło na Bubu?
No ja się staram zawsze tak, żeby się nie przywiązywał taki mały zwierzak, bo to jest najgorsze, co można zrobić. Cała opieka nad nim no to oczywiście polegała tam na karmieniu, masowaniu, wycieraniu pupki i tak dalej, ale po prostu potem nie byłem cały czas z nim w tym samym pomieszczeniu, tylko na następne karmienie znowu. Tak jak widzę teraz, tak jak dzisiaj byliśmy, to on wcale nie reaguje na mnie jako osobę – na wołanie, być może przy karmieniu, ale być może na dźwięk głosu – nie chodzi za nogami, nie wypatruje mnie, gdzie ja jestem, i to jest bardzo szczęśliwy objaw, bo jeżeli by miał kiedyś trafić do innego ogrodu czy nawet teraz z rodzicami, to ta integracja będzie o wiele łatwiejsza dla niego niż jakby był przywiązany tylko do postaci dwunożnej ludzkiej.

Chociaż wychowanie mrównika było stresujące i czasochłonne, to jest powodem do dumy.
No w tej chwili no to nie wiem czy coś szczęśliwszego mogłoby mi się trafić, nawet chyba szóstka w lotto to by nie zastąpiła tej satysfakcji, że się to jednak udało.
POSŁUCHAJCIE CAŁEJ ROZMOWY: